A potem poszedł za kobietą. Była to pulchna kobieta, po prostu ubrana. Miała na sobie zielone kalosze, a nie buty, ponieważ błoto w wiosce było bardzo błotniste.

Kobieta zobaczyła, że na nią patrzę. Zaczęła głośno karcić psa. „Dlaczego jesteś do mnie przywiązany? Przywiązałeś się do mnie i chodzisz dookoła!”.

Pies spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczami, wzruszająco, był przyzwyczajony do besztania i nie bał się. A gruba, piękna kobieta w kaloszach nadal przeklinała.

„Nie wystarczy mieć psa! Ktoś dorzucił też kota. A teraz te leniwe psy trzeba nakarmić. W torbie jest trochę ryb. Po prostu daj kotu rybę. Żadna emerytura nie wystarcza na wykarmienie dwóch darmozjadów. Po co oni są?

Kobieta głośno przeklinała, chciała porozmawiać i uzyskać odpowiedź na pytanie: po co jej darmozjady? Jaki to ma sens? Czym jest egzystencja?

Popularne wiadomości teraz

"Moja teściowa uważa, że mój mąż postąpił szlachetnie, ponieważ poczekał z rozwodem, aż skończę urlop macierzyński"

"Gdy tylko pensja mojego męża wzrosła, wszystkie obowiązki w domu spadły na moje barki: teraz zachowuje się jak dyrektor"

"Przestałam dawać pieniądze mojej matce i siostrze i natychmiast przestałam być mile widzianym gościem w ich domu"

"Mój mąż naśmiewał się ze mnie, myśląc, że bycie gospodynią domową jest łatwe: dobrze, że później zmienił zdanie"

Kobieta zadała to filozoficzne pytanie w prostych słowach. Jaki jest na przykład pożytek z psa, który też szczeka. Krowa daje mleko. Co daje pies? Dlaczego dała mu schronienie i nakarmiła go?

Odpowiedziałam, że może pies ją chroni. Przed wrogami zewnętrznymi i wewnętrznymi. Dlatego szczeka. Dlatego przyszedł. Kobieta nawet otworzyła szeroko oczy, ta myśl nigdy nie przyszła jej do głowy. On ją chroni! Rzeczywiście, złodzieje włamali się do domu sąsiadów. Ale nie ona. A co to są wrogowie wewnętrzni? Kim oni są? Ma podejrzenia co do pewnej kobiety. Chodzi i szepcze różne rzeczy. Czy to wróg wewnętrzny?

A tak w ogóle, to od kiedy? Odpowiedziałam: „Od sześćdziesiątego dziewiątego”. Kobieta roześmiała się, rozłożyła ręce na boki i położyła torbę na ziemi. Powiedziała: „Jesteś tylko dziewczyną! Ja jestem z pięćdziesiątego trzeciego!”.

Wtedy otworzyłam szeroko oczy. Bo kobieta wyglądała na nie więcej niż pięćdziesiąt. Rumieniec na jej gładkiej twarzy. Brwi, duże brązowe oczy, potężna, silna kobieta w kwiecie wieku. I powiedziałem: „Widzisz się w lustrze? Wyglądasz wspaniale. Jesteś jak bujna róża, myślałam, że jesteś w moim wieku! Może to nagroda za twoją dobroć, za twoich darmozjadów?”.

Kobieta zarumieniła się jeszcze bardziej. Spojrzała na psa. Zastanowiła się nad tym. Przestała się kłócić. Powiedziała, że wychowała dzieci swojej zmarłej siostry. Moja siostra zmarła wcześnie, więc musiałam zabrać dzieci. Ale teraz są już dorosłe i dobrze im się żyje w stolicy. Odwiedzają ją ze swoimi wnukami. „A co, naprawdę dobrze wyglądam?”.

„Niesamowicie!” - odpowiedziałam szczerze. Kobieta natychmiast zaprosiła mnie do siebie, abym kontynuował tę filozoficzną rozmowę. Ale musiałam iść dalej i pożegnałyśmy się serdecznie. A pies spojrzał na mnie niebieskimi oczami, wszystko dobrze zrozumiał. Ale on też się spieszył: musiał iść do domu i ugotować rybę. Trzeba było to zrobić szybko, to było ważne.

A kobieta szła, pięknie, choć w kaloszach w błocie, niosąc ciężką torbę. Nie była stara, piękna kobieta, można było się w niej zakochać. Szła przez błoto jak dobrze odżywiony łabędź, piękność ponad siedemdziesięcioletnia, silna, zdrowa, mocna... Szła karmić pasożyty.

Czasem te „darmozjady” nas chronią. Nie pozwalają nam zamienić się w starców. I dają nam siłę, by prowadzić gospodarstwo domowe i dobrze chodzić w błocie... Błoto wyschnie. Trawa i liście życia zazielenią się. Bo Ten, który jest na górze, dba też o nas, zsyłając nam ciepło i jedzenie. My też jesteśmy potrzebni. Czasami nie wiemy, jak jesteśmy potrzebni. Kto nas potrzebuje i dlaczego. Ale jesteśmy bardzo potrzebni.