W ciągu moich 32 lat nauczyłam się jednej rzeczy: jeśli nie szanujesz siebie, inni też nie będą. Od najmłodszych lat wiedziałam, czego chcę i wiedziałam, jak to osiągnąć.

Od dzieciństwa nienawidziłam tego całego kuchennego zamieszania. Moja mama pracowała na dwa etaty, a babcia zajmowała się domem. A moi szkolni koledzy zawsze czepiali się mnie po szkole: „Chodźmy do babci coś zjeść, ona zawsze ma coś pysznego!”. Jak normalna osoba może jeść te wszystkie zupy?

Po ukończeniu college'u popędziłem do stolicy. Zrobiłem kurs zarządzania, pracowałem, kręciłem się i wszedłem do show-biznesu, że tak powiem. Myśleli, że chcesz zostać piosenkarką? Nie, pracuję jako administrator w dużej sali koncertowej.

Często mamy różne firmy wynajmujące sale na imprezy firmowe i różne uroczystości - są to wydarzenia, na których ludzie poznają ciekawych ludzi. Tak poznałam mojego przyszłego męża, Michała.

Ich holding budowlany obchodził rocznicę, a ja przyszłam do pracy jako wieczorny administrator imprezy. W pewnym momencie kolega przyniósł nam szklankę soku pomarańczowego (w pracy dozwolone są tylko napoje bezalkoholowe) i usłyszałam za sobą: „Taka piękna dziewczyna nie powinna pić soku, tylko drogiego szampana!”.

Popularne wiadomości teraz

"Kiedy mój mąż nie chciał naprawiać kranu ani wykonywać prac domowych, przestałam dla niego gotować"

"Poszłam na randkę z bardzo miłym mężczyzną, byłam nim zafascynowana przez cały wieczór, dopóki czegoś nie zrobił"

"Mój mąż naśmiewał się ze mnie, myśląc, że bycie gospodynią domową jest łatwe: dobrze, że później zmienił zdanie"

"Moja synowa domaga się kredytu hipotecznego, mimo że mieszkamy we własnym mieszkaniu. Mówi, że myśli o mężu, ale ja jej nie wierzę"

Odwróciłam się i zobaczyłam miłego mężczyznę z lekką nadwagą. Był już trochę pijany. Żartowaliśmy i śmialiśmy się, a on poprosił mnie o mój numer telefonu.

Michał i ja jesteśmy razem od trzech lat. Na początku tylko się spotykaliśmy, potem wynajął mi mieszkanie. Miał wtedy 48 lat i oczywiście był żonaty. Ale w ogóle mi to nie przeszkadzało.

Co więcej, od pierwszego dnia mówił, że on i jego żona byli więcej niż przyjaciółmi przez długi czas. Sześć miesięcy temu w końcu wyprowadził się od swojej „staruszki” i zamieszkał ze mną.

Moje mieszkanie jest dobrze urządzone, ciekawe i mam dobry gust. To prawdziwe gniazdko miłości. Jedynym warunkiem, jaki od razu postawiłam ukochanemu, było to, że nie jestem kurą domową i nie zamierzam zostać niewolnicą kuchni.

Całe życie marzyłam o jedzeniu na mieście, w restauracjach. A jak chce zjeść w domu, to w dzisiejszych czasach dostawa przywiezie wszystko w godzinę.

A ostatnio zauważyłam, że stracił apetyt. Przychodzimy gdzieś po pracy, a on zamawia jakiś drobiazg i prawie nic nie je. Kiedyś zamawiał połowę menu! Nie ma problemów z pieniędzmi — co trzy miesiące zabiera mnie na wakacje.

Krótko mówiąc, nawet się martwiłem: jego wiek jest taki, że mężczyźni zaczynają zapadać na różnego rodzaju złe choroby. Pewnego dnia, po półgłodnej (dla niego) kolacji we włoskiej restauracji, zaczęłam rozmowę w domu o tym, jak zaczął o siebie dbać.

Mój ukochany zmienił wyraz twarzy. Na początku milczał, a po jego twarzy mogłam poznać, że walczy. Potem podszedł i wziął mnie za ręce, mówiąc, że ma dość wszystkiego, tych drogich restauracji i połysku, chce zwykłego barszczu.

Powiedziałem, że zaraz go zamówię. Ale on się sprzeciwił, chciał, żebym ugotował go tak, jak robiła to jego była żona, Anna.

Zdrętwiałam. Anna jest jego byłą żoną. Pracuje rzut kamieniem od swojego starego mieszkania i w rezultacie chodzi tam prawie codziennie na jedzenie.

Michał mówi, że to nie tak, że się zdradzali, rozstali się pokojowo, nie są nawet w trakcie rozwodu. A ja mu poradziłam, żeby poszedł i spał tam, u niej, i jadł barszcz.

Wykrzyczałam mu to w twarz i wybiegłam z kuchni. On podążył za mną. Zamknęliśmy mu drzwi do sypialni przed nosem. Usiadłam na łóżku tak wściekła, że nawet nie mogłam płakać.

Nie rozmawialiśmy przez tydzień. Próbuje się ze mną pogodzić — przynosi mi bukiet lub zabawkę. Dał mi nawet złotą bransoletkę. Już dobrze, niech idzie, niech cierpi. A ja się zastanowię, czy mu wybaczyć, czy nie!