Igor był osiem lat starszy ode mnie, miał za sobą dwa rozwody i trójkę dzieci. Miał własną firmę budowlaną, ogromny dom na wsi, luksusowy samochód i tak dalej.

Dbał o mnie bardzo ładnie - dawał mi ogromne kosze róż, zabierał do drogich restauracji, na wakacje do Turcji. Pochodzę z prostej rodziny i oczywiście wszystko, co mi się przydarzyło, było jak z bajki.

Ponieważ wszyscy moi poprzedni mężowie mówili: „Nie odsiedziałaś wyroku, nie prosiłaś o pieniądze za długi, jesteś dobrym facetem”.

Zaledwie sześć miesięcy po tym, jak się poznaliśmy, Igor mi się oświadczył. Oczywiście się zgodziłam. Jednak od razu postawił warunki, które teraz by mnie zaniepokoiły, ale wtedy były po prostu trochę żenujące.

- „Nie jestem już młodym mężczyzną, mam duże doświadczenie i pewien status społeczny. Nie potrzebuję jakiejś ładnej, bezmózgiej dziewczyny, potrzebuję kobiety, którą mógłbym z dumą nazywać żoną. Więc zanim się zgodzisz, będę musiał spełnić kilka warunków.

Popularne wiadomości teraz

"Zarządzałem w naszej rodzinie. Myślałem, że trzymam wszystko pod kontrolą. Teraz moje ręce są związane"

„Zmęczona sprzątaniem, zaproponowałam, żebyśmy pojechali do niego. Po kilku minutach szliśmy do jego mieszkania. Spodziewałam się zastać tam bałagan”

„Synowe się postarały. No cóż, postanowiłam odpłacić im tym samym. Na Dzień Matki podarowałam im obu użyteczny prezent – miskę”

"Mamy z przyjaciółką po 60 lat. Postanowiłyśmy zamieszkać razem i wynająć mieszkanie"

- Jakich warunków?” Byłem zdezorientowany.

- „Musisz przestać pracować, dbać o mnie, dom i dobrze wyglądać. Ogólnie rzecz biorąc, być panią domu i mojego serca - zakończył i pocałował mnie w rękę.

Pomyślałam o tym. Miałam dobrą pracę. Nie mogę powiedzieć, że zarabiałam dużo, ale miałam wystarczająco dużo pieniędzy i lubiłam tam pracować. Ale mimo wszystko perspektywa mieszkania w ogromnym domu, zajmowania się domem i mężem, z dużymi pieniędzmi, kusiła mnie i zgodziłam się na wszystkie warunki.

Dopiero w praktyce okazało się, że bogate życie to nie takie wakacje jak myślałam. Po ślubie Igor bardzo się zmienił. Nie poznawałam mężczyzny, który wcześniej obsypywał mnie kwiatami i zabierał do najlepszych restauracji.

Teraz moja karta była powiązana z mężem, a on kontrolował dosłownie wszystkie moje wydatki. Mógł zadzwonić i zapytać:

- „Czy właśnie zjadłaś na mieście za pięćset hrywien? Nie mogłaś gotować dla siebie w domu?

Musiałam mu zdawać relację ze wszystkiego: jedzenia, kosmetyków, ubrań, środków higienicznych. W dodatku duży dom, który początkowo tak mnie pociągał, okazał się problemem. Nie miałam żadnej pomocy domowej. Igor też był przeciwny sprzątaniu, uważając, że to strata pieniędzy.

A dom powinien być zawsze czysty. Najmniejszy kurz to skandal. W rezultacie, mimo że nie pracowałam, przez cały dzień sprzątałam ten ogromny dom, gotowałam i kupowałam artykuły spożywcze.

Ponadto mój mąż ściśle monitorował mój wygląd. Broń Boże, żebym przytyła dodatkowe kilogramy lub pojawiła się przed nim z brudną głową lub w starej koszulce!

Chociaż na początku go kochałam, po trzech latach małżeństwa czułam się całkowicie wyczerpana ciągłym balansowaniem między rolą służącej i uśmiechniętej żony.

Próbowałam rozmawiać o rozwodzie, a Igor zrobił z tego aferę. Przypomniałam sobie wszystko. Jak dał moim rodzicom pieniądze na remont domu i jak pomógł umieścić mojego ojca w drogim sanatorium po zawale serca.

Po tej rozmowie jego kontrola nade mną zacieśniła się. Igor zaczął też wywierać na mnie presję psychiczną. Mówił, że nie rozumiem, jakie mam szczęście, że inne kobiety mogą tylko pomarzyć o życiu w takich warunkach. A ja nie pracuję, siedzę w domu i nie jestem mu wdzięczna.

Dopiero po dziesięciu latach małżeństwa odeszłam od niego. Jak to zrobiłam? Z pomocą koleżanki, którą znalazłam w internecie. Po prostu poznałam kobietę na forum kulinarnym i zaczęłyśmy korespondować. Okazało się, że była w podobnej sytuacji. Teraz sama pracuje jako prawnik i pomaga kobietom.

I zaczęłam stosować się do jej rad. Najpierw dokładnie przestudiowałam wszystkie dokumenty. Nie mieliśmy umowy małżeńskiej. Ihor pomógł też moim rodzicom bez żadnych rachunków, więc nie byli mu nic winni.

Po drugie, znalazłam pracę. Poszedłem na rozmowę kwalifikacyjną i uzgodniliśmy, że na początek dostanę pracę na pół etatu. Po trzecie, odbyłem kilka sesji online z psychologiem, aby się dostroić.

Pewnego pięknego dnia po prostu spakowałam swoje rzeczy i pojechałam do domu rodziców, podczas gdy mój mąż był w pracy. Wtedy po raz pierwszy powiedziałam im, jak to wszystko naprawdę się wydarzyło. Byli zszokowani i powiedzieli, że mogę zostać z nimi tak długo, jak chcę.

Oczywiście, kiedy mój mąż się dowiedział, był wściekły. Próbował mnie prześladować. Wtedy złożyłam pozew o rozwód, a mój internetowy przyjaciel zgodził się działać jako mój prawnik. Powiedziałam mężowi, że jeśli nie zostawi mnie w spokoju, wystąpię o podział majątku. Dopiero wtedy Igor się wycofał.

Jedyną rzeczą, która zaskoczyła mnie w tej sytuacji, była reakcja niektórych moich znajomych. Uważają, że jestem „chciwa”. Przecież cię nie bił, mówią, a ty mogłaś sobie pocierpieć w imię dobrego życia.

Niech inni cierpią, ale ja nie chcę. Wystarczy. Wolę nie mieć luksusowego domu i mieć spokój.