Zostałam przydzielona do nieznanego mi miasta, a mój mąż pracował tam na zasadzie rotacji - tak się poznaliśmy. Z rodzicami widywaliśmy się tylko na weselach i świętach rodzinnych. Czasami przyjeżdżaliśmy ich odwiedzić.

Oczywiście przez 10 lat wypracowaliśmy własny sposób działania. Na przykład w weekendy zawsze staram się przygotować posiłki na nadchodzący tydzień, a wszystkie szafki i półki są utrzymywane w ścisłym porządku - przy napiętym harmonogramie pracy jest to koniecznością.

Ponadto, ze względu na mój zawód, jestem dość wrażliwa - nie znoszę plam po herbacie na kubkach i mokrych, brudnych szmat. Dla mnie są to wylęgarnie zarazków, które należy wyeliminować. Oczywiście aktywnie korzystam z nowoczesnych urządzeń gospodarstwa domowego i nigdy nie uważałam się za złą gospodynię.

Przez cały ten czas moje relacje z teściową były doskonałe. Dlatego, kiedy przeszła na emeryturę, znudziła się i zgłosiła się na ochotnika do pomocy przy wnukach, nie widziałem nic złego w jej pragnieniu i chętnie zgodziłem się przyjąć ją jako gościa na tydzień lub dwa. I na próżno...

Już pierwszego dnia jej pobytu otrzymałem od niej dawkę niezadowolenia:

Popularne wiadomości teraz

"Zarządzałem w naszej rodzinie. Myślałem, że trzymam wszystko pod kontrolą. Teraz moje ręce są związane"

Mąż wspomniał o trzecim dziecku: "Muszę zostać ojcem syna". A co, jeśli znowu urodzę córkę: "Wracamy do domu i staramy się lepiej, czy jak"

"Mamy z przyjaciółką po 60 lat. Postanowiłyśmy zamieszkać razem i wynająć mieszkanie"

„Dwa lata temu pojechałam na pracę i poznałam tam starszego ode mnie mężczyznę. Teraz oczekujemy dziecka, ale co powiedzą moje i jego dzieci”

- „Po co ci osobna zamrażarka? Mogłeś zwolnić więcej miejsca w kuchni...

- Tam przechowujemy jedzenie - kupujemy mięso, robimy przetwory.

- Mówisz poważnie? Karmisz mojego syna i wnuki mrożonymi śmieciami? To niezdrowe, nie ma w tym witamin!” teściowa była oburzona. Kiedy zobaczyła pralkę w łazience, zmarszczyła brwi jeszcze bardziej: „Czy ty chociaż pierzesz ręcznie, zanim wrzucisz do niej pranie?

"Dlaczego?” Byłam szczerze zaskoczona.

- Dlaczego? Jest podłączony do zimnej wody! I co ona może z tym zrobić? To tylko spłukuje brud!

- „Widzisz, sama podgrzewa wodę do odpowiedniej temperatury, ma przemyślane wszystkie tryby i pranie jest idealnie wyprane” - delikatnie zaprotestowałam.

- Oczywiście, że tak! "Wy, młodzi ludzie, jesteście gotowi używać każdego urządzenia i nie ma znaczenia, jak ono pierze! Wychowaliśmy was bez pieluch, wszystko robiliśmy ręcznie. A to?” - wskazała na suszarkę bębnową. Po wysłuchaniu moich wyjaśnień zaczęła krzyczeć, że pranie musi wisieć na świeżym powietrzu, bo inaczej będzie bezużyteczne.

- Widzisz, nasz balkon wychodzi na zatłoczoną ulicę. Nie powinnaś tam suszyć prania...” Będąc bezkonfliktową osobą, chciałam jak najszybciej zakończyć tę rozmowę. W końcu myślałam, że teściowa zajmie się wnukami, a nie spodziewałam się, że przekażę jej obowiązki domowe.

- „Dobra, rozumiem”, moja teściowa nagle się wycofała, unosząc jedną brew i zaciskając usta lekceważąco.

"Rano poszłam do pracy na dzienną zmianę, a w tym samym czasie zawiozłam najstarszą córkę do szkoły, a najmłodszą do przedszkola.
Mój mąż również spieszył się do pracy. Nie budziliśmy teściowej - zostawiliśmy jej śniadanie na kuchence i kartkę z życzeniami miłego dnia oraz listą miejsc do odwiedzenia w naszym mieście.

Kiedy wróciłam do domu, przeżyłam prawdziwy szok. Kiedy podjechałam pod dom, zobaczyłam całą girlandę prania rozwieszoną na obwodzie naszego balkonu... Wzięłam głęboki oddech i policzyłam do 10, próbując się uspokoić. W końcu człowiek całe życie mieszka w małym miasteczku, w prywatnym domu... Tłumaczyłam sobie i próbowałam wejść w położenie teściowej. I wydawało się, że mi się udało.

W mieszkaniu zastałam czekającą na mnie radosną teściową, smażącą kotlety ze „świeżego mięsa”, na stole leżały obierki z ziemniaków, a kawałek dalej na blacie leżała brudnoszara szmata, w której ledwo rozpoznałam swój biały ręcznik.

Byłam tak urażona, że zalałam się łzami!Biorąc ręcznik w dwa palce, po cichu wyrzuciłam go do kosza. W to samo miejsce wrzuciłam obierki z ziemniaków, wytarłam stół jednorazową serwetką i zaczęłam układać naczynia w suszarce.

- „Czy zrobiłam coś nie tak?” zapytała ostrożnie teściowa.

„Nie. „Po prostu zniszczyłaś mój ręcznik, wywiesiłaś nasze pranie na głównej ulicy miasta... a wszystko inne jest w porządku” - odpowiedziałam, starając się nie rozpłakać.- „Cóż, to twoja wina!” powiedziała moja teściowa. „Kto wiesza białe ręczniki w kuchni?Nawet nie sądziłam, że jesteś taka!

A ty nazywasz siebie lekarzem! Nie można ci ufać przy kotku, a co dopiero przy mężu! Wpędzisz go do grobu swoimi mrożonkami i wymyślnym jedzeniem!

Byłam tak zaskoczona, że nawet nie zdążyłam odpowiedzieć - łzy same mi się polały, a ja pospiesznie udałam się do łazienki, żeby nie dać teściowej przyjemności dalszego obrzucania mnie błotem. Stamtąd usłyszałam głos mojego męża:

- „Tak mamo! Szykuj się, odwiozę cię do domu.

- O co chodzi? „Czy ja coś źle powiedziałam?” oburzyła się teściowa. „Nęka cię tym mrożonym brudem!
I nie dba o twoje rzeczy.Słuchaj, ona jest dziwolągiem, widziałaś jak wzięła ręcznik? Dwoma palcami!- Mamo, przygotuj się.Nie pozwolę ci skrzywdzić mojej żony. Ty masz swoje nawyki, ona ma swoje.Ale nigdy nie powiedziała na ciebie złego słowa.Odwiozę cię do domu, a ty zrób mi przysługę - zastanów się nad swoim zachowaniem.

Pomimo późnej pory, mężczyzna osobiście odwiózł matkę do domu. Wrócił o północy z bukietem kwiatów: "Nie słuchaj nikogo. Jesteś najlepsza!” - powiedział. Od razu zrobiło mi się cieplej na sercu.

Moja teściowa była urażona i nie dzwoniła przez prawie miesiąc. Ale w końcu się złamała i zadzwoniła do syna. Nawet z nim nie rozmawiała o mnie i moich wnukach.