Wtedy serce będzie pracować prawidłowo. I będziesz lepiej oddychać, z pełną klatką piersiową. Leczenie dobiegło końca, zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy. Teraz chodź i oddychaj!

Zacząłem chodzić i oddychać, bo chciałem żyć. Chociaż nie mam po co żyć: rozwiodłem się z żoną dawno temu, moje dzieci mieszkają samodzielnie w stolicy i mają się dobrze. A związki są dobre, ale każdy ma swoje życie. Ten człowiek się nie narzucał. Nie zaprosił mnie do siebie, wolał, żeby jego dzieci pojechały z rodzinami nad morze albo na narty.

Tak właśnie powiedział. Ale w rzeczywistości był bardzo smutny. Nie został zaproszony, po prostu zadzwonili i pogratulowali mu wakacji. A on im pogratulował. A potem zachorował. Ale został wyleczony.

W szpitalu było dobrze: można było porozmawiać i opowiedzieć o sobie. Było wiele osób w tym samym wieku. I każdy chciał opowiedzieć o sobie, więc zdecydowaliśmy się na zmianę. Było dobrze, choć bardzo źle. Fizycznie było źle. Psychicznie było dobrze.

A teraz chodził. Szedł jak szaleniec z opowiadania Edgara Poe. Ulice były brudne i śliskie. Zaczął chodzić po parku, małym parku, w kółko. Jedno kółko, drugie, dziesiąte... Ale moje serce wciąż bolało. Ciężko było oddychać. Chodziłem, bo bałem się upadku. I boję się w domu. Strasznie jest zamienić się w leżącą kłodę, ale nie straszna jest śmierć.

Popularne wiadomości teraz

"Nigdy nie sądziłam, że mój mąż jest zdolny do zdrady. Okazało się, że myliłam się przez te wszystkie lata. Pół roku temu zaczęłam zauważać"

„Synowe się postarały. No cóż, postanowiłam odpłacić im tym samym. Na Dzień Matki podarowałam im obu użyteczny prezent – miskę”

„Dwa lata temu pojechałam na pracę i poznałam tam starszego ode mnie mężczyznę. Teraz oczekujemy dziecka, ale co powiedzą moje i jego dzieci”

"Mąż zapragnął łatwych pieniędzy i proponuje mi, żebym została matką za pieniądze. Za bardzo duże pieniądze"

Przeszedł piętnasty krąg. Brudny mały pies podążał za nim. On też chodził i chodził. Boi się podejść do mnie na odległość. Ale idzie i idzie, mały, brudny, kudłaty pies. Jego sierść zwisa soplami, jego noga jest kulawa.

Mężczyzna zatrzymał się i zobaczył psa. Nie, widział go już wcześniej. Był pogrążony w tęsknych myślach, liczył oddech i puls. Myślał o sobie, koncentrował się na sobie. I wtedy zobaczył psa. Pies zatrzymał się i spojrzał na niego. Miał nadzieję, że coś mu da. Przynajmniej odrobinę czegoś jadalnego...

A mężczyzna nagle zaczął płakać pod wilgotnym, ciężkim marcowym niebem. To choroba zwana tchórzostwem, przeczytał w Internecie. Jego nerwy są słabe, jego mózg jest słabo ukrwiony, więc go traci. To jest tchórzostwo.

Ze słabości zawołał psa. Usiadł i zawołał go. A pies podszedł nieśmiało, brudny, brudny, bez oczu.

Wziął brudnego psa. Włożył go pod kurtkę. I przyniósł go do domu. Dał mu gotowanego indyka - to było dietetyczne mięso, był na diecie. I ugotował owsiankę. I umył go w łazience. A pies był cierpliwy i posłuszny, patrząc na niego swoimi inteligentnymi brązowymi oczami - teraz oko było widoczne. A potem zrobił sobie legowisko na krześle. Nie było mu żal nowego koca i krzesła. Nadal trochę płakał.

A teraz spaceruje z psem po parku. Noga psa wyzdrowiała i teraz biega radośnie! A serce mężczyzny otworzyło się i zaczęło pracować. Oddycha pełną piersią, tak jak powinno. Chodzenie pomogło! I oddychanie pomogło!

Oddychanie na żywo zawsze pomaga. Kiedy czyjeś serce bije obok ciebie, kiedy ktoś oddycha ciepłym i żywym oddechem obok ciebie, to zawsze pomaga. Kiedy nie jesteś sam, to pomaga. I nie jesz sam. A kiedy masz w domu kogoś, kto cię kocha, pomaga ci bić serce. Głębokie oddychanie też pomaga...

I można żyć. A dzieci przyjadą latem. Odwiedzą nas. Prosił mnie o to. Zadzwonił. Czasami trzeba po prostu zadzwonić. To też pomaga oddychać i żyć.