Zanim przeprowadziłam się do nowego domu, postanowiłam całkowicie wszystko w nim zmienić. Nie miałam pieniędzy na projektanta, więc wszystko zrobiłam sama. Pomyślałam o każdym pokoju z wielką starannością.

Obecnie istnieje wiele aplikacji do tworzenia takich projektów. Sama wybrałam kolory, style, oświetlenie.W mieszkaniu została całkowicie wymieniona podłoga, drzwi, cała hydraulika i płytki w łazience. Nic nie zostało ze starego. Zmieniłam nawet drzwi wejściowe.

W czasie remontu byłam sama, więc wszystkie kwestie z ekipą budowlaną rozwiązywałam sama. Nowe wnętrze kosztowało mnie prawie połowę ceny samego mieszkania. Planowałam jednak mieszkać tu bardzo długo, więc nie oszczędzałam.

Sama zaprojektowałam swoją kuchnię. Przemyślałam każdą szufladę, gdzie będzie się wysuwać, a gdzie otwierać. Podróżowałam do trzech sąsiednich miast, aby znaleźć idealną tapetę do mojej sypialni.

Dla mnie moje mieszkanie jest moim pomysłem! Urządziłam tu każdy centymetr kwadratowy. Widziałam, jak zostało całkowicie zniszczone i odbudowane od podstaw.

Popularne wiadomości teraz

Mąż wspomniał o trzecim dziecku: "Muszę zostać ojcem syna". A co, jeśli znowu urodzę córkę: "Wracamy do domu i staramy się lepiej, czy jak"

„Zmęczona sprzątaniem, zaproponowałam, żebyśmy pojechali do niego. Po kilku minutach szliśmy do jego mieszkania. Spodziewałam się zastać tam bałagan”

"Mamy z przyjaciółką po 60 lat. Postanowiłyśmy zamieszkać razem i wynająć mieszkanie"

„Dwa lata temu pojechałam na pracę i poznałam tam starszego ode mnie mężczyznę. Teraz oczekujemy dziecka, ale co powiedzą moje i jego dzieci”

Na etapie, kiedy remont był już zakończony, a ja wciąż się nie wprowadziłam, bo nie miałam pieniędzy na zakup niezbędnych mebli, poznałam mojego przyszłego męża.

Mieszkał wtedy w wynajętym mieszkaniu. I ogólnie, jak zdałam sobie sprawę, mój mąż nie dbał o kolor tapety w przestrzeni, w której mieszkał.

Prawie rok później pobraliśmy się i wprowadziliśmy do mojego wyremontowanego mieszkania. Teraz jesteśmy małżeństwem od trzech lat i zdaję sobie sprawę, że zaczynam się irytować, że mój mąż jest tak obojętny na otaczające go rzeczy.

W ciągu niecałych trzech lat mój mąż zdążył zepsuć wiele rzeczy. Na przykład, mój mąż zepsuł toaletę i teraz jest na niej widoczny odprysk. Rozlał klej na umywalkę w łazience, którego nigdy nie udało nam się zetrzeć.

Kiedy mój mąż próbował kiedyś wymienić żarówkę w żyrandolu, w jakiś niesamowity sposób przebił sufit napinany.

Tapeta w korytarzu wciąż nosi odcisk jego brudnej dłoni. Nie pomyślał, że jeśli chwycisz ścianę tłustą ręką, gdy zdejmujesz buty, ten ślad tam pozostanie.

W jednym pokoju jest tapeta do pomalowania. Wyglądają okropnie, bo mąż je porysował. W tych miejscach farba odpadła i teraz są tylko białe paski.

A raz prawie wysadził mikrofalówkę. Okazało się, że nie wiedział, że jak się włoży rybę do folii, żeby ją podgrzać, to może to mieć nieodwracalne skutki.

Wszystko, czego dotknie mój mąż, psuje się. Spalił się jeden z palników na kuchence elektrycznej. Lodówka została wysłana do naprawy, ale powiedzieli, że naprawa będzie droższa niż zakup nowej.

Mogłabym to wszystko znieść, gdyby mój mąż nie powtarzał mi, że nie zamierza nic robić w tym mieszkaniu. W końcu jest to moja własność przedmałżeńska, co oznacza, że nie jest tu nikim. Dlaczego więc miałabym poświęcać swoją energię i pieniądze na czyjąś własność?

Za każdym razem, gdy znajduję nową plamę lub zadrapanie na drzwiach wewnętrznych, jest to jak nóż w moje serce.

Oprócz moich osobistych zasobów wydałam tu również dużo pieniędzy. Musiałam sprzedać działkę, którą dostałam od rodziców. Ale to nie pokryło wszystkich kosztów. Długi za remont spłacę w całości dopiero w przyszłym roku.

Kiedyś myślałam, że wszystko, co robi mój mąż, to tak naprawdę przypadek, ale teraz coraz częściej zaczynam myśleć, że robi to celowo. W końcu mi nigdy nic się nie psuje, a jemu zdarza się to z godną pozazdroszczenia regularnością.

Mój mąż wszystko traktuje lekko, nie ma duszy. Nie wybierał tych wszystkich rzeczy, nie uczestniczył w naprawie i zakupie.

Rozumiem, że z zewnątrz wygląda to na najemnictwo, ale naprawdę mi przykro. Zwłaszcza że w ogóle nie ma mowy o naprawie i wymianie wszystkich uszkodzonych rzeczy.

Bo: "A co jeśli jutro się rozwiedziemy, więc po co mam tu inwestować?".