Rozumiem, że bardzo potrzebuję teraz mojego wnuka i syna.

Przez cały ten czas miałam w głowie tylko jedno pytanie: jak mogła zostawić własne dziecko?

Nie mogłam nosić dziecka pod sercem przez dziewięć miesięcy, a potem zostawić je, bo było chore. Mój syn ożenił się jako dorosły mężczyzna - w wieku 39 lat.

I na żonę też wybrał dojrzałą kobietę, a Marta miała już wtedy 36 lat. Świętowaliśmy ich ślub w przyjaznym rodzinnym gronie, a dwa lata później Marta zaszła w ciążę.

To była jej pierwsza ciąża, więc wszyscy bardzo się martwiliśmy. Mój syn opiekował się Martą i towarzyszył jej nawet podczas porodu. Lekarze powiedzieli nam, że chłopiec jest chory i ta choroba będzie mu towarzyszyć przez całe życie.

Popularne wiadomości teraz

„Mój mąż poszedł na ryby z przyjacielem, a potem spotkałam tego "przyjaciela" w supermarkecie: zaniemówiłam”

Po wejściu do nowego domu kobieta poszła do kuchni i włączyła czajnik. Nagle usłyszała czyjś głos: „Katarzyna, jesteś tam"

„Babciu, czy dostaniemy pierogi: Nie, one są dla Andrzeja, dla was już zrobiłam kanapki z margaryną”

„Czy mogę dostać gorącą herbatę z kawałkiem chleba, nie martw się, usiądę na parapecie i poczekam”

Byliśmy zszokowani tą wiadomością, a Marta zamknęła się w sobie. W dniu wypisu synowa powiedziała, że oddaje dziecko, bo nie chce wychowywać chorego dziecka. Próbowałam z nią rozmawiać, ale nie dała się przekonać.

Potem zaczęłam rozmawiać z synem. Próbowałam mu powiedzieć, że to jego własna część, jedyny syn, o którym marzył od tak dawna. Czy naprawdę by go zostawił? Jakie życie czeka go bez miłości i opieki? Co więcej, dzieci przynoszą rodzicom tylko radość.

Nie spałam całą noc i myślami byłam przy wnuku. Wciąż myślałam, że synowa podjęła spontaniczną decyzję i że uda nam się ją przekonać. Zdecydowaliśmy z synem, że bierzemy dziecko. I wtedy Marta zrobiła z tego prawdziwą aferę.

Powiedziała, że nie będzie wychowywać tego dziecka. Nie wzięliśmy jej słów pod uwagę, tylko po prostu zabraliśmy chłopca do domu. Synowa w ogóle nie zbliżała się do małego Adama. Potem spakowała swoje rzeczy i wyjechała.

Byliśmy w szoku, ale nigdy nie żałowaliśmy naszej decyzji. Andrzejowi jest teraz bardzo ciężko, a ja staram się go wspierać i pomagać mu we wszystkim.