To trochę tak, jak z wadliwą baterią fajerwerków, która ma strzelać jasno, długo i daleko, ale w końcu daje kilka trzasków, dym - i to wszystko.

To małżeństwo nie było pochopne. Z Adamem, moim byłym, spotykaliśmy się wcześniej przez półtora roku, z czego przez siedem miesięcy mieszkaliśmy razem. I w sumie wszystko było w porządku.

Jednak od samego początku Adam wykazał się dużą oszczędnością, to znaczy starał się kupować rzeczy taniej. Zamiast kwiatów i biżuterii dawał mi przydatne drobiazgi. Rzadko też chodziliśmy do kina, zastępując je spacerami, darmowymi wystawami i przekąskami w parku.

Ale nie uważałam tego za wielki problem. Adam nie jest oligarchą. Poza tym w czasie, gdy się poznaliśmy, wynajmował dom i oszczędzał na zaliczkę. Oczywiście miał niewiele wolnych pieniędzy. To również mówiło o nim jako o poważnej osobie. Przynajmniej tak mi się wydawało.

Adam traktował nasz związek poważnie, co również mnie przekonało. Jeśli chodzi o kwiaty, bibeloty i rozrywkę, to uważałam, że to nie jest najważniejsze i pojawią się w naszym życiu w tym samym czasie, co wolne pieniądze.

Popularne wiadomości teraz

"Moja teściowa uważa, że mój mąż postąpił szlachetnie, ponieważ poczekał z rozwodem, aż skończę urlop macierzyński"

"Gdy tylko pensja mojego męża wzrosła, wszystkie obowiązki w domu spadły na moje barki: teraz zachowuje się jak dyrektor"

"Mój mąż naśmiewał się ze mnie, myśląc, że bycie gospodynią domową jest łatwe: dobrze, że później zmienił zdanie"

"Każdego dnia widziałem moją żonę siedzącą na kanapie z włączonym telefonem: jestem tym zmęczony, muszę coś zmienić"

Kiedy zamieszkaliśmy razem, zdecydowaliśmy, że będziemy razem płacić za mieszkanie i oszczędzać na zaliczkę na kredyt hipoteczny. Mieliśmy już wspólne plany. Nasze pensje są mniej więcej takie same.

Miałam nadzieję, że jeśli będziemy mieć więcej wolnych pieniędzy, będziemy się teraz lepiej bawić. Ale nie, Adam nadal nie spieszył się z dodaniem tego wydatku do naszego budżetu.

Jedynym wyjątkiem były podróże podczas wakacji. I nawet wtedy wybieraliśmy najbardziej budżetowe miejsca, podobnie było z jedzeniem i zakwaterowaniem.

Jednocześnie Adam zawsze znajdował dobre powody, dla których powinniśmy zaoszczędzić trochę grosza - na przykład, aby zaoszczędzić więcej na ślub i remont naszego przyszłego mieszkania. Uważałam te wyjaśnienia za rozsądne i nie protestowałam.

Nie oburzyłam się też, gdy Adam zasugerował, byśmy zaoszczędzili pieniądze na przyjęcie weselne. Nawiasem mówiąc, na początku nie planowałam niczego pompatycznego. Chciałam po prostu posiedzieć z rodziną i przyjaciółmi w przytulnej restauracji.

Ale Adam powiedział, że lepiej zaprosić tylko krewnych, żadnych przyjaciół. I nie do miejsca, które zasugerowałem, ale do kawiarni, w której pracuje przyjaciel jego matki.

Nasze rodziny nie są wybredne, podobnie jak my, więc nie miałem nic przeciwko. Po tej rozmowie zaplanowaliśmy podróż. Wybraliśmy miasto. Potem kupiliśmy bilety na pociąg - Adam wyłożył nawet pieniądze na przedział na wesele - i zarezerwowaliśmy pokój w hotelu.

Wybór miejsca noclegu mój przyszły mąż pozostawił mnie. Wybór ten okazał się jednak złudny. Jak w wielu hotelach, za pokój płaciło się po przyjeździe, z czego, jak się później okazało, skorzystał Adam.

Tydzień po ślubie pojechaliśmy pociągiem. Nie mogłam usiedzieć spokojnie w oczekiwaniu na ekscytujący miesiąc miodowy. Ale po przyjeździe byłam rozczarowana.

Niestety szybko zapomniałem adresu hotelu, w którym mieliśmy zarezerwowany pokój. Nic więc nie powiedziałam, gdy Adam podyktował taksówkarzowi ulicę i numer domu.

Ale pytania pojawiły się, gdy tylko wysiedliśmy z samochodu. Przed nami stał dwupiętrowy barak. W ogóle nie wyglądał jak hotel!

Myślałam, że taksówkarz nie zna miasta i zawiózł nas w złe miejsce, ale nie, mój towarzysz potwierdził wszystko poprawnie.

A potem, równie spokojnie, powiedział mi, że anulował rezerwację w tym hotelu. Zdecydował, że pokój w apartamencie w tym chudym domu z pluskwami będzie dla nas wystarczający. Krótko mówiąc, mieliśmy mieszkać jak w mieszkaniu komunalnym.

Nie wiem, co mnie bardziej złościło. Albo fakt, że Adam nigdy nie porzucił idei całkowitego oszczędzania, albo jego rażące oszustwo. Zgodziliśmy się nie oszczędzać zbyt wiele podczas naszej podróży poślubnej!

Po pierwsze, trochę na niego oszczędzaliśmy. A po drugie, nasza rodzina dała nam koperty - kwota, którą dostaliśmy w zupełności wystarczyła na nasze wakacje, a mielibyśmy więcej. Co więcej, to miasto nie należy do najdroższych, choć jest dość popularne wśród turystów.

Kiedy powiedziałam to wszystko Adamowi w dobrym nastroju, odpowiedział, że zdecydował się wziąć tylko niewielką część rezerw ślubnych, a resztę zostawić na szczęśliwą przyszłość.

Zapytałam go, gdzie chce je zainwestować na kredyt hipoteczny lub remont, a Adam, nie zauważając mojej agresji, wesoło odparł, że później zdecyduję, że nie potrzebujemy normalnego mieszkania w przyzwoitym miejscu i weźmiemy jakąś okropną chatę w strefie przemysłowej. I to samo pomyślisz o remoncie. Po co ci dobry, skoro możesz zrobić tani albo w ogóle się bez niego obejść?

Uśmiech Adama zniknął z jego twarzy. Próbował się jakoś usprawiedliwić. Powiedział, że musimy żyć w granicach naszych możliwości. I większość czasu będziemy spędzać poza tymczasowym zakwaterowaniem. Więc co za różnica, gdzie będziemy mieszkać?

Jestem za rozsądnym podejściem do wydatków, ale ten mieszkaniowy wybryk mnie przerósł! Zdałam sobie sprawę, że Adam był okropnym cwaniakiem i nigdy nie będziemy mieli dobrego życia, bez względu na to, co obiecywał.

Z Adamem namawiającym mnie, żebym nie robiła sceny z niczego, zadzwoniłam po taksówkę i wróciłam na dworzec. Byłam sama. Zdecydowałam, że życie Calineczki w kretowisku za pół ziarna dziennie nie jest dla mnie.

Po powrocie natychmiast złożyłam pozew o rozwód. Adam był oszołomiony moim działaniem i poprosił mnie o zmianę zdania. Moja rodzina również była bardzo zaskoczona, delikatnie mówiąc. Ale mnie to nie obchodzi! Ponownie, nie jestem przeciwny przemyślanemu podejściu do finansów, ale jestem przeciwko zazdrości.

Szkoda, że przed ślubem zawsze byłam mylona z kimś innym. Ale dobrze, że jestem