Przez pierwsze dziesięć lat naszego małżeństwa wszystko było w porządku. Mieliśmy dwóch synów i myślałam, że spotkałam mężczyznę, z którym spędzę resztę życia.

Po drugim porodzie po raz pierwszy zaczęłam myśleć o tym, że się starzeję.

Powiedziałam mężowi, że nadszedł czas, abym umówiła się na wizytę u kosmetyczki. Nadszedł czas, aby zacząć dbać o swój wygląd.

Powiedział, że nie powinnam tego wymyślać. To mnie na chwilę uspokoiło. Ale im byłam starsza, tym bardziej zauważałam, jak zmienia się moje ciało. Dodatkowe kilogramy, zmarszczki na twarzy, sucha skóra, rozstępy. Nie byłam już z tego zadowolona.

Oczywiście moje ciało bardzo się zmieniło po urodzeniu dzieci. Postanowiłam, że muszę coś z tym zrobić. Chciałam poddać się botoksowi, liftingowi lub czemuś innemu.

Popularne wiadomości teraz

"Gdy tylko pensja mojego męża wzrosła, wszystkie obowiązki w domu spadły na moje barki: teraz zachowuje się jak dyrektor"

"W sklepie zauważyłam dość efektowną parę, która pomimo drogiego wyglądu nie podobała mi się: ubrania nie są najważniejsze"

"Kiedy mój były mąż poprosił mnie, żebym do niego wróciła, myślałam, że za mną tęskni: wszystko okazało się prostsze, potrzebował sprzątaczki"

"Każdego dnia widziałem moją żonę siedzącą na kanapie z włączonym telefonem: jestem tym zmęczony, muszę coś zmienić"

Ale kiedy podzieliłam się moimi pomysłami z Tadeuszem, on ciągle się sprzeciwiał. Powiedział, że nie rozumie, dlaczego chciałabym coś zrobić ze swoim wyglądem. Mój mąż twierdził, że podoba mu się moje indywidualne piękno i nie chce, żebym wyglądała jak taśma produkcyjna.

Do pewnego stopnia sama chciałam się zmienić. Ale posłuchałam męża i starałam się kochać siebie taką, jaka byłam. Od czasu do czasu moi przyjaciele i ja mówiliśmy, że mogę iść do kosmetyczki lub zapisać się na siłownię.

Z dumą odpowiadałam, że mojemu mężowi podoba się wszystko. I że ja lubię wszystko. A cała ta kosmetologia i chirurgia plastyczna jest dla niepewnych siebie kobiet.

Byłam jednak zażenowana faktem, że widziałam mojego męża patrzącego na młodsze i zadbane kobiety. Kobiety, które na przykład miały coś zrobione. Ale kiedy przyłapałam go na tym, powiedział, że patrzy na takie kobiety wyłącznie z ciekawości. I że po prostu śmieszy go to, co sobie robią.

Byłam spokojna i myślałam, że nie grozi mi zdrada ze strony Tadeusza. A potem nagle ogłosił, że zostawia mnie dla innej kobiety. Nie mogłam w to uwierzyć. Dlatego ledwo trzymałam męża, gdy się pakował. Postanowiliśmy, że dzieci zostaną ze mną, ale Tadeusz będzie im pomagał i widywał się z nimi, kiedy tylko zechce. Złożyliśmy pozew o rozwód.

Później dowiedziałam się od wspólnych znajomych, do kogo poszedł mój mąż. Byłam w szoku. Okazało się, że to była młoda dziewczyna, piętnaście lat młodsza ode mnie. I była całkowicie „zrobiona”.

Wiem, o czym mówię, bo widziałam zdjęcia. Miała umalowane usta, kości policzkowe, nos, ogromne rzęsy i paznokcie.

Czułam się jak kompletna idiotka. Przez te wszystkie lata Tadeusz wmawiał mi, że wszystko mu się we mnie podoba. Opowiadał mi bajki o naturalnym pięknie. Przekonywał mnie, żebym o siebie nie dbała. Śmiał się z dziewczyn, które dbają o swój wygląd. I wybrał najbardziej stonowaną dziewczynę, jaką mógł sobie wyobrazić.

Najgorsze jest to, że później zaczęłam rozmawiać z przyjaciółmi mojego męża. I jeden z nich powiedział mi, że Tadeusz od dawna oceniał mnie i mój wygląd. Powiedział, że nie jest zadowolony z tego, jak przytyłam. Że wyglądam starzej niż na swój wiek. I że w ogóle o siebie nie dbam.

Potem zdałam sobie sprawę, że nawet nie znam tego człowieka. Nie mogłam sobie wyobrazić większego hipokryty. Te wydarzenia sprawiły, że spojrzałam na siebie z innej perspektywy. Zaczęłam nad sobą pracować i teraz staram się zrozumieć, jak chcę siebie widzieć. I wprowadzam zmiany, które mi się podobają.

Zaczęłam tracić na wadze. Zrobiłam sobie botoks. I teraz myślę, że jedyną ważną opinią na temat mojego wyglądu jest moja własna.