To była dobra zima w tym roku. Święta już niedługo. Było spokojnie. Niezwykła atmosfera. Chociaż....

Kilka miesięcy temu zmarła matka Adama. Była mu najbliższą i najdroższą osobą. Nawiasem mówiąc, ostatnią z ich rodziny.

Jego nastrój się pogorszył. 

Adam urodził się późno. Jego rodzice długo starali się o dziecko, ale bezskutecznie. Wtedy mały Adam w końcu ich uszczęśliwił. Rodzice długo błagali Boga o syna. I w końcu ich modlitwy zostały wysłuchane.

Ojciec Adama pracował na uniwersytecie. Był rektorem. Jego matka tam wykładała. Ale zaraz po urodzeniu Adama poszła na urlop macierzyński. Od tamtej pory nie wychodziła z urlopu macierzyńskiego. Cały swój wolny czas poświęcała dziecku. Ich syn był bystry i inteligentny. Dorastał w miłości, więc odwdzięczył się tym samym.

Popularne wiadomości teraz

"Mamy z przyjaciółką po 60 lat. Postanowiłyśmy zamieszkać razem i wynająć mieszkanie"

"Czy to normalne, że jakiś tam kolega podrywa moją żonę i przyjaźni się z moim synem. Postanowiłem poobserwować"

„Dwa lata temu pojechałam na pracę i poznałam tam starszego ode mnie mężczyznę. Teraz oczekujemy dziecka, ale co powiedzą moje i jego dzieci”

„Jesteś tu nikim. Boję się, wpuszczać cię na próg, nie wiem, co robiłaś przez te 15 lat we Włoszech": trudno uwierzyć, że tak mówi moja matka"

Po ukończeniu studiów młody człowiek poznał Marię, swoją przyszłą żonę. Była niesamowicie piękna, dobrze wychowana i inteligentna... Tylko matka Adama nie przepadała za przyszłą synową. Zawsze powtarzała, że z Marią jest coś nie tak. Po takiej żonie nie można spodziewać się niczego dobrego.

Adam nie chciał słuchać matki. I mimo wszystko ożenił się z Marią, bo ta powiedziała, że jest w ciąży. Później okazało się, że historia dziecka była tylko fikcyjna, a parze nie udało się począć dziecka.

Nowożeńcy wyprowadzili się z domu rodziców zaraz po ślubie. Zrozumieli, że muszą mieć oddzielną rodzinę i oddzielne miejsce do życia.

Adam bardzo kochał swoją żonę. Zawsze spełniał wszystkie jej zachcianki, dogadzał jej kaprysom i nosił ją na rękach. Tylko raz w ich małżeństwie zdarzyło się, że mąż był nieposłuszny Marii. Miało to miejsce siedem lat temu.

Po śmierci ojca Adama, jego synowa postanowiła zamienić mieszkanie swoje i kochanka na mieszkanie rodziców.

- Mamy dwa pokoje, ale moja matka ma cztery. Po co jej aż tyle w pojedynkę? Ale jesteśmy jeszcze młodzi - to się przyda. Dzieci wkrótce przyjdą na świat. Nawet im będzie wygodniej.

Ale Adam nie chciał nawet słuchać takich propozycji. Od razu odmówił. Maria bardzo się obraziła. Powiedziała, że jeśli on odłoży rozbudowę terytorium, ona odłoży narodziny swoich dzieci.

Tego dnia zadzwonił dzwonek do drzwi. Był Sylwester, którego rodzina zawsze świętowała razem. Teraz wszyscy czekali na siostrę Marii. Ola była prawdopodobnie gościem honorowym ze względu na swojego sześcioletniego syna, który był wielkim hitem zarówno dla Marii, jak i Adama. Nie miała własnych dzieci, więc musiała bawić się z dziećmi innych ludzi.

-Dlaczego siedzisz? Otwórz drzwi. Nie widzisz, że jestem zajęta?” - krzyknęła Maria.

Adam odetchnął ciężko i ruszył do drzwi. Żona od dawna nie mówiła mu po imieniu, chociaż wiedziała, jak bardzo Ivan tego nie lubił.

Rodzina zebrała się. Wszyscy usiedli przy stole. Maria słynęła z dobrych umiejętności kulinarnych. I po prostu uwielbiała gotować, dlatego zdobyła doświadczenie. Więc tym razem stół był wspaniały. Mimo to wszyscy żartowali, śmiali się i dzielili bolesnymi doświadczeniami.

„Chciałabym, żebyśmy w końcu mogli wprowadzić się do mieszkania rodziców Adama w tym roku!” - życzyła sobie Maria.

Adam zmarszczył brwi, ale nie odpowiedział jej ani słowem. Siedział jeszcze przez chwilę, po czym wstał i poszedł do swojego pokoju.

Potem zaczęły się telefony z gratulacjami. Dzwonili też koledzy taty z pracy. Jeden z nich powiedział Adamowi, że wygrał grant na wykopaliska. I to by było na tyle. Więcej szczegółów pozna dopiero po wakacjach.

Adam był zdyszany. Podobnie jak jego ojciec i matka, pracował na uniwersytecie. Nie był w niczym szczególnie dobry, ale w tym roku on i jego studenci wybiorą się na wykopaliska. Mężczyzna kochał swój zawód i był bardzo podekscytowany tą możliwością. To było jak poszukiwanie skarbów!

Był tak szczęśliwy, że zrobiło mu się duszno. Musiał otworzyć okno. Do pokoju wkradł się chłód. Wtedy usłyszałam głosy gości, którzy albo byli zziębnięci, albo chcieli zobaczyć Adama. Ci drudzy nie rozumieli ich próśb.

-Kiedy się przeprowadzasz? Co postanowiłaś?” - Olya zaczęła wypytywać siostrę.

-"Myślę, że wkrótce. Przeprowadzimy się do mieszkania naszych rodziców. Od razu zaczniemy remont, bo śmierdzi tu jak w Związku Radzieckim. Kupimy nowe meble i sprzęt AGD. Sprzedamy nasze mieszkanie i wykorzystamy pieniądze na zakup czegoś innego, czego potrzebujemy.

-"Powinieneś był zmienić pracę dawno temu. Może byłoby łatwiej i więcej pieniędzy byłoby miłe".

-Dlaczego miałbym cokolwiek tutaj zmieniać? Wszyscy mnie tu znają, zespół jest dobry, szefowie są lojalni. Czego jeszcze mogę szukać?Przygody?To już nie mój wiek.To Adam musi pomyśleć o nowych źródłach dochodu.Potrzebujemy kolejnego samochodu, bo ten już się nie sypie.Mogłabym go zarejestrować na siebie... I nowe mieszkanie też... A potem możemy się rozwieść - zaśmiała się Maria.

- „Chcesz się rozwieść?

-"Dlaczego?.. Jestem zmęczona tym życiem rodzinnym. Tym Adamem, który nie jest ani rybą, ani ciałem. Wyszłam za niego tylko ze względu na mieszkanie. Jesteśmy razem już 10 lat i za dużo zniosłam. Musimy w końcu coś zmienić.

Adam zamknął okno. W pokoju było zimno.

Mężczyzna minął gości i wyszedł na korytarz. Zaczął się ubierać.

-Gdzie idziesz, wujku?„Idę z tobą”, powiedział syn Oli.

-Idę na spacer i zaraz wracam.Nie zmarznij. Idź do mamy i cioci. Niedługo tam będę” - odpowiedział Iwan i szybko zakładając buty, wyszedł z mieszkania.

Cudownie było spacerować świątecznymi ulicami. Wszystko było takie kolorowe, jasne i klimatyczne. Mężczyzna zaczął się uśmiechać.Pozdrowił napotkanych po drodze znajomych i pospiesznie kontynuował swoją podróż.

Spędził tak pół nocy. A potem prawie po omacku wrócił do domu.Nogi same mnie prowadziły. Doprowadziły mnie do domu mojej matki.W końcu. Tam jest cisza i spokój.Kochająca matka i zawsze gorący obiad. Żadnych wyrzutów i ciągłych obelg... Żadnej odpowiedzialności.Tam jest prawdziwe szczęście!

Tydzień później Adam przyszedł zobaczyć się z Marią. Chciał, żeby podpisała papiery rozwodowe. Sprzedał mieszkanie, które dzielili. Kupił dla żony małą kawalerkę i wrócił do domu rodziców. W końcu spełniło się marzenie Marii. W końcu ma własne mieszkanie. A Adam w końcu zaczął oddychać pełną piersią.

Czy zrobiłbyś to samo na miejscu Adama?