Później Donald wiele razy mówił mi, że to ja zachęciłam go do szybszego rozwodu, pomimo manipulacji i sztuczek jego byłej żony. Dlatego nie mogłem sobie wyobrazić, że coś takiego może się nam przytrafić!

Wiedziałam, że rozwiedli się z powodu niewierności jego żony. Donald bardzo to przeżył. Okazało się, że jego żona wielokrotnie go zdradzała, a on przyłapał ją na tym kilka razy, więc w końcu zdecydował się na rozwód. Chociaż udało im się mieć razem dwoje dzieci.

Przynajmniej tak mi powiedział. Rozwiedli się, Donald wziął sześć miesięcy wolnego i oświadczył mi się. Powiedział, że jest gotowy na założenie rodziny. Marzył o tym, odkąd się poznaliśmy. Że chce mieć ze mną dziecko. Oczywiście, zgodziłam się.

Przez sześć miesięcy moja była żona się do nas nie odzywała. Dlatego jakoś zapomniałam o jej istnieniu. Donald jeździł na spotkania z dziećmi: najpierw co weekend, potem raz na kilka tygodni, potem raz w miesiącu. Nie ingerowałem w te wyjazdy, sam decydował o wszystkim i odwiedzał swoją byłą z własnej woli.

Byłam jednocześnie szczęśliwa i smutna, że rzadziej widuje się z dziećmi. Cieszyłam się, bo mąż wybrał mnie, a smuciłam, bo zaczęłam się nad tym zastanawiać. Co takie decyzje i działania, a raczej ich brak, mówiły o nim?

Popularne wiadomości teraz

Mąż wspomniał o trzecim dziecku: "Muszę zostać ojcem syna". A co, jeśli znowu urodzę córkę: "Wracamy do domu i staramy się lepiej, czy jak"

„Synowe się postarały. No cóż, postanowiłam odpłacić im tym samym. Na Dzień Matki podarowałam im obu użyteczny prezent – miskę”

„Dwa lata temu pojechałam na pracę i poznałam tam starszego ode mnie mężczyznę. Teraz oczekujemy dziecka, ale co powiedzą moje i jego dzieci”

„Straciłem rodzinę przez przeklęty test DNA. Co musiałem myśleć, kiedy mój syn w ogóle nie podobny do mnie”

Nie musiałam się jednak długo zastanawiać. Spełniłam marzenie Donalda i zaszłam w ciążę. Był szczęśliwy i niestety dla mnie, pan młody podzielił się nowiną ze swoją byłą żoną. A ona nie przegapiła okazji.

Gdy tylko moja była żona dowiedziała się o mnie, oświadczynach i ciąży, natychmiast zaczęła działać. I muszę przyznać, że nie było jej trudno odzyskać męża.

Kiedy odszedł do niej, z jakiegoś powodu nie przeczuwałem nadchodzących kłopotów. Chociaż moja intuicja zwykle działała jak w zegarku. Mój mąż rzekomo pojechał odwiedzić swoje dzieci, ale nigdy nie wrócił. W ciągu zaledwie jednego wieczoru przekonała go, by został, a ja nigdy nie dowiedziałam się, jak dokładnie udało się to mojej byłej.

Poczekałam do zmroku i zaczęłam dzwonić. Donald nie odbierał. Nie poddawałem się - dzwoniłem i dzwoniłem, aż w końcu ta sama osoba podniosła słuchawkę.

- "Czego chcesz? Nie dzwoń do mnie! On jest mój" i zakończyła połączenie.

Byłem zdruzgotany. Donald naprawdę pojechał do niej. Został tam. Ale co ze mną? Co z naszym dzieckiem? Dlaczego wtedy poprosił mnie o ciążę, dlaczego się oświadczył?

Ale następnego ranka Donald stał w progu. Wyglądał na wyczerpanego. Prosił, żebym mu wybaczyła, ale nie przyniósł mi nawet kwiatów na przeprosiny. To był zły sygnał, ale moja miłość mnie pokonała. Poza tym wewnętrznie triumfowałam - wybrał mnie!

Donald został. Byłam gotowa wybaczyć mu wszystko, bo go kochałam, bo nosiłam pod sercem jego dziecko. Poza tym błagał mnie, żebym zaczęła mu ufać, przysięgając, że nigdy więcej nie popełni błędu. Że wszystko zrozumiał, że byłam jedyną osobą, której potrzebował.

Uwierzyłam mu. Wyszłam za niego. Dwa dni po ślubie obudziłam się sama. Mój mąż uciekł wcześnie rano, w swój wolny dzień. Rano myślałam, że poszedł do pracy. Wstałam, zjadłam śniadanie, spojrzałam na kalendarz i pusty korytarz.

Generalnie zachowywał się tak aż do porodu. Wychodził, a potem wracał. Krzyczał i płakał, że go zaczarowała. Proponował pójście do wróżki (mnie, z jakiegoś powodu!), albo do terapeuty rodzinnego. Potem nadszedł czas porodu i wyjechałam na dwa tygodnie.

To właśnie podczas tych dwóch tygodni wszystko się rozwiązało. Bo na początku mój mąż przychodził do nas codziennie, potem raz na trzy dni, a potem w ogóle przestał przychodzić. Nie odbierał moich telefonów. Ze szpitala położniczego jeździłam taksówką.

Dopiero narodziny dziecka otworzyły mi oczy na Donalda. Może i źle mnie traktował, ale nie pozwolę, by zrobił to mojemu dziecku! Podjęłam decyzję: sama wychowam swoje dziecko. I jeśli Donald jeszcze kiedykolwiek mnie dotknie, wyrzucę go z domu. Jedyne, co pozostało, to wziąć rozwód.