Weź dziecko na ręce i uciekaj jak najszybciej. Musisz myśleć o sobie. A nie ślepo zadowalać matkę. Ona tak nią manipuluje, powinnaś o tym wiedzieć" - mówi trzydziestoletnia Anna.

Kobieta urodziła się i spędziła całe życie w małym miasteczku poza stolicą. Miejsce nie jest zbyt zatłoczone, nie ma pracy, a młodzi ludzie tylko marnują tu swoje życie.

Anna zdała sobie sprawę z tej prawdy, ale szkoda, że za późno. Jedynym pocieszeniem jest doglądanie gospodarstwa i sadzenie czegoś w ogrodzie.

Drogi są tu fatalne, prąd często odcięty, nie ma gdzie pójść, nie ma co zobaczyć. Dobrze, że jest chociaż jeden supermarket. To przynajmniej jakiś znak, że dotarła tu socjalizacja.

Perspektywy tutaj są bardzo słabe. Jedynym wyjściem jest ucieczka stąd", Anna kręci głową.

Popularne wiadomości teraz

"Mama płacze i prosi, żebym pomagała siostrze. Od kiedy tata odszedł, są biedni. Mówię: „Nikt mi nie pomagał, więc niech ona się nauczy”

"Mamy z przyjaciółką po 60 lat. Postanowiłyśmy zamieszkać razem i wynająć mieszkanie"

"Czy to normalne, że jakiś tam kolega podrywa moją żonę i przyjaźni się z moim synem. Postanowiłem poobserwować"

W wieku 54 lat Bóg obdarzył Agnieszkę cudem, a raczej trzema cudami. To była trójka dzieci od jej ukochanego męża, ale sąsiedzi zaczęli ją potępiać

Ale wyjazd też nie jest łatwym zadaniem. Potrzebujesz pieniędzy, aby zostawić to, co tu zdobyłaś i znaleźć miejsce do życia gdzie indziej.

A skąd je wziąć? Ale są też zdesperowani ludzie, którzy pakują walizki i wyruszają na przygodę. I tak nie mają nic do stracenia. Nie będzie gorzej niż tutaj.

- Moja przyjaciółka Joanna również wybiera się do stolicy. Ma szczęście. Jej mąż jest dobry. Jest programistą. Opanował pewną dziedzinę, nie znam się na tym za bardzo, ale to pomogło mu znaleźć pracę w Warszawie.

Poszedł na rozmowę i został zatrudniony. Na początku obiecali, że dadzą mi mieszkanie, a potem będzie zarabiał pieniądze i zarabiał na własne życie. Słyszałem, że programiści dostają dobre pieniądze. Tutaj możemy o tym tylko pomarzyć.

Mój przyjaciel też ma dziecko. Ma pięć lat. Taka zabawna mała dziewczynka. Przynajmniej jej życie będzie inne. Brawo dla nich, że tak bardzo się starają i decydują się na przeprowadzkę. Nawet im zazdroszczę w dobry sposób.

Jest jednak jedna rzecz. Matka mojego przyjaciela robi takie skandale. To z powodu przeprowadzki. Mówi, że położy swoje kości, żeby jej córka i wnuczka nie wyjechały z rodzinnego miasta. Zawsze krzyczy tak głośno, że pół ulicy słyszy: "Nigdzie nie pojedziecie!".

Jej córka jest jedynaczką. Ona też się spóźnia. Ciotka Katarzyna nie ma nikogo innego. A jest już po siedemdziesiątce. Jej mąż zmarł dawno temu, więc zajęła się dzieckiem i wychowywała je sama. Czekała na ciotkę, która na starość poda jej szklankę wody. Ale Daryna chciała wyjść na wolność.

Ze słów Anny dowiadujemy się, że matka przyjaciółki płacze dniami i nocami, manipuluje nią, wyzywająco pije leki, ściska za serce i narzeka na zdrowie.

- A ja się z nią kłócę. Pytam ją, dlaczego manipuluje moją matką. Kaleczy jej los. I nie tylko jej, ale i jej wnuczce.

A Anna szczerze wierzy, że chce dla niej jak najlepiej. Nie muszą nikogo słuchać: spakowali się i wyjechali. Czego można się spodziewać po morzu? A mama jakoś przeżyje.

Długie pożegnania to niepotrzebne łzy. I nie jest sama. Ma męża. To dobry człowiek i szkoda go zamieniać na mamę i marną przyszłość w naszym mieście. Powiedziałam swoje i dałam jej do myślenia....

Co byś zrobiła na miejscu Anny?

Czy w tym przypadku powinnaś posłuchać matki?