Anna, niezadowolona, podniosła wzrok i odpowiedziała:

"Po co zawracać mi głowę takimi drobiazgami? Czy była tego warta? Ale Marta stała w progu i czekała na reakcję. Dyrektorka, zdając sobie sprawę, że trzeba coś zrobić, wstała i wyszła na korytarz.

Weszła do sali i serce jej zamarło. Odwrócony do niej plecami żołnierz stał przed gablotą z ciastami. Jego uszy zabawnie sterczały z ogolonej głowy.

- Michał, synu - krzyknęła chrapliwie Anna. Wszyscy się rozejrzeli. Marta i sprzątaczka, ciocia Joanna. Żołnierz też się odwrócił. Anna westchnęła konwulsyjnie, wszystko zaczynało się od nowa, znów widziała syna w obcym człowieku.

Z trudem zebrała się w sobie i zapytała: "Młody człowieku, niedługo zamykamy. Jeśli nie chce pan nic kupić, proszę wyjść". Młody człowiek uśmiechnął się z zakłopotaniem.

Popularne wiadomości teraz

"Kupiłam ciastka do herbaty i poszłam do domu kochanki męża. Na początku nie była zadowolona, ale okazało się, że można się dogadać"

"Mąż zapragnął łatwych pieniędzy i proponuje mi, żebym została matką za pieniądze. Za bardzo duże pieniądze"

"Mam 62 lata, mąż ma 68 lat. Wkrótce się rozwodzimy. Moje życie rodzinne się skończyło: on spędził u niej 3 dni"

TOP-8 pomysłów na oryginalne serwowanie serów i wędlin – wygląda niesamowicie pięknie

"Przykro mi, ale nie mogę wybrać. Nie mam dużo pieniędzy" i otworzył dłoń z drobnymi.

"A twoi rodzice nie pomagają?" - zażartowała Anna, podchodząc bliżej. Moje siostry. Pozwolili mi wyjechać na tydzień na wakacje, więc przyjechałam tutaj.

Ona mieszka niedaleko ode mnie. W sierocińcu. Zostałyśmy tylko ja i ona. A pieniądze ukradli mi w pociągu, dobrze, że miałem trochę drobnych w kieszeni - zarumienił się chłopak.

Ania poczuła się jak oblana zimną wodą i zwróciła się do Marty: - Dziewczyny, chodźcie, zapakujcie do torby jakieś smaczne jedzenie. Rachunek dacie mi później - zarządziła i odwróciła się do żołnierza.

- "Jesteś głodny?" - zapytała Anna i wzięła go za rękę - "Chodźmy do mojego biura. Dam ci herbatę i kanapki." Żołnierz, rumieniąc się, poszedł za nią.

Tymczasem na korytarzu Marta i jej partnerka pakowały słodycze do torby. "Co nasza Ania taka podekscytowana? Czas wracać do domu i zamykać kasę, a my się tu krzątamy" - narzekała Marta. Ciotka Joanna krzyknęła na nią: - "Dlaczego marudzisz?

Powiedziały: "Zrób to i nie narzekaj. Anna robi to dobrze. Musimy uszczęśliwić dziewczynę i wspierać chłopaka. Ale Marta się nie poddawała: "Szczerze mówiąc, pierwszy raz widzę ją w takim stanie. Jak ona na niego krzyczała, Michał? Ty, Joanna, pracujesz tu od dawna, kto to jest?".

Sprzątaczka przestała mopować podłogę i westchnęła smutno - Tak miał na imię jej syn. Zginął na wojnie w Afganistanie. Był jedynym, jakiego miała. Broń Boże, żeby dziewczyny musiały przez to przechodzić.

Wcześniej była inna. Była roześmianą gadułą. A jak Michał zginął, to się skamieniała. W gabinecie Ania delikatnie wypytywała chłopaka: "Jak długo jesteś sam? Jak ma na imię twoja siostra?

Gdzie zamierzasz spędzić noc? Chłopak z apetytem zjadł kanapki i odpowiedział prosto. "Moi rodzice byli w łaźni pijani. Siostra ma na imię Julia i za dwa lata skończy sierociniec.

Po wojsku wróci do domu rodziców we wsi i zabierze tam Julię. Noc spędzi na stacji kolejowej, jest już umówiony z oficerem dyżurnym. Anna słuchała go, ale widziała przed sobą syna.

Zmarszczył nos i ugryzł chleb w ten sam sposób, najpierw skórkę, a potem miękką część. Wtedy przypomniała sobie: "Jak masz na imię? Był zaskoczony: - "Mam na imię Michał. Zawołałeś mnie na korytarzu.

Zastanawiałam się nawet, skąd wiesz." Gardło Anny zacisnęło się z frustracji. Zakaszlała tak mocno, że łzy popłynęły jej po twarzy. Michał był zaniepokojony.

"Co się z tobą dzieje? Jest źle? Anna wzięła łyk wody mineralnej ze swojej szklanki i wytarła mokrą twarz. "Nie, wszystko w porządku, nie martw się. Powiem ci coś. Nie jedziesz na dworzec, spędzisz noc u mnie.

Wyjdziemy teraz, a jeśli cię nie wpuszczą, damy ci jakieś prezenty. I nie kłóć się. Jestem starszy i wiem lepiej. Michał zapytał nieśmiało: "Czy twoja rodzina będzie miała coś przeciwko?

To znaczy, jeśli przyniesiesz je z ulicy? Anna uśmiechnęła się: "Nikomu by to nie przeszkadzało. Mieszkam sama i przez chwilę przypomniałam sobie o moim byłym mężu. Zostawił ją pół roku po pogrzebie.

Dla młodej dziewczyny, dwa lata starszej od ich syna. Teraz ma trójkę dzieci. Widziałam go niedawno. Stał się starszy, grubszy i głupszy. Oczywiście nawet nie myśli o Myszce, pewnie wychowuje swoje dzieci.

To ona wciąż nie może zapomnieć o swoim synu. Rok po tym wydarzeniu na peronie stały dwie osoby. Anna i Julia, które przygarnęła. Czekały na pociąg pospieszny, którym miał przyjechać Michał. Najważniejsza osoba w ich życiu...

Pisaliśmy również o: Ostatnie pożegnanie Hanny Gucwińskiej. Miejsce jej ostatecznego spoczynku zostało ustalone

Może zainteresuje: Polska pogrążona jest w żałobie. Nie żyje jeden z najwybitniejszych aktorów "Świata według Kiepskich"

Przypominamy o: W sieci gorąco. Andrzej Piaseczny odpowiada na nietakt internauty. "Proszę nie przekraczać tych granic"